Mood:
Now Playing: Matthew Good Band
Jeszcze rok temu myslalm, ze nie ma takiej rzeczy, ktorej nie potrafilabym zrobic, a przynajmniej sie nauczyc. Teraz jest inaczej. Zwatpilam w swoje mozliwosci. Nawet czegos w czym niby jestem dobra nie potrafie zrobic. Podobno czlowiek uczy sie na bledach a ja wciaz popelniam te same. Podchodze do tej samej proby po raz trzeci i mam metlik w glowie. Wiem, ze po raz kolejny mnie odrzuca. Wiem, ze moje opcje nie koncza sie na tej jednej szkole, ale juz zawsze bede wiedziala, ze probuje gdzie indziej nie dlatego ze tak wybralam, tylko dlatego, ze do tej sie nie nadawalam. Niby praca tez nie jest najwazniejsza w zyciu, ale jak cieszyc sie szczesciem w milosci, w przyjazni, czy w rodzinie jesli nie ma sie czegos czym czlowiek lubi sie zajmowac??? Jeszcze sie nie poddalam, ale jakos trudno jest sie podniesc. Dla tego szkolenia poswiecilam duzo - moje tegoroczne praktyki w liceum, dwie osoby na korepetycje, czas, nerwy i po co to wszystko? Zeby uslyszec, ze jestem mila ale malo blyskotliwa? Dzieki, ale nawet jesli juz sie tam dostane to i tak trudno bedzie o tym zapomniec. Czy ja w ogole wybralam odpowiedni zawod? Moze powinnam do konca zycia pracowac w smazalni ryb, przynajmniej to mi wychodzilo...