Mood:
Now Playing: Nightwish
Mozna miec szczescie i rozkoszowac sie nim... ale dawny (a moze jednak nie taki dawny?) zawod od czasu do czasu o sobie przypomina. Udaje, bo nie moge przeciez powiedziec osobie, ktora juz chyba nawet kocham, ze sa momenty kiedy przypomina mi sie osoba, ktora kochalam przez ostatnie piec lat... Ostatnio coraz wiecej czynnikow sie na to sklada - chociazby ksiazka, ktora teraz czytam, ktora pozyczylam od obecnej milosci, a do ktorej przeczytania od dwoch lat namawiala mnie dawna... Bycie na liscie mailowej tej osoby gdy wysyla cos w rodzaju lancuszka tez nie pomaga zapomniec. No i w koncu wspolni znajomi dopytujacy sie o 'nas'... Mnie samej ciagle jeszcze trudno jest sie pogodzic z tym, ze z kim innym przezywam najwieksze od lat szczescie. Wiem, ze brzmie jak niewdziecznica i zreszta pewnie ja jestem. Ale to jest silniejsze ode mnie. Od dluzszego czasu mialam zakodowane w glowie ze to wlasnie 'on' bedzie tym, z ktorym bede dzielic te chwile. I to, ze rozne czynniki przypominaja mi o jego istnieniu, sprawia ze na nowo ogarnia mnie zlosc, mimo ze jestem juz tak szczesliwa z kim innym. Moze jednak za szybko potoczyly sie sprawy? Moze nie powinnam byla zaczynac nowego zwiazku gdy nie pogodzilam sie jeszcze z utrata dawnego? Z drugiej strony moj obecny zwaizek jest najlepszym lekarstwem na zapomnienie tamtego. Czy jest wobec tego ze mna cos nie tak, ze wciaz rozpamietuje tamten?
Posted by music5/innocenceandspice
at 9:27 PM CET
Post Comment | View Comments (1) | Permalink | Share This Post
Post Comment | View Comments (1) | Permalink | Share This Post